AktualnościOchronaPolecaneWyróżnione

Rzepak odpłaca za ochronę wyższym plonem

Rzepak ozimy uchodzi za dość wymagającą uprawę pod kątem ochrony. Prawidłowo skomponowana technologia powinna być kompleksowa i musi obejmować odpowiednią liczbę zabiegów, żeby chwasty, patogeny grzybowe i szkodniki zostały skutecznie zwalczone i nie stanowiły zagrożenia dla przyszłych zbiorów. Poniesione na ten cel nakłady zwracają się, a wyższe plonowanie pozwala uzyskać większy dochód. Przygotowując się do pierwszych wiosennych zabiegów w rzepaku, trzeba przyjąć odpowiednią strategię. Punktem wyjścia jest oczywiście lustracja plantacji i analiza kondycji roślin po zimie. Kolejny krok to dobór rozwiązań, które zapewnią wysoką skuteczność ochrony.

Początkowe fazy wegetacyjne rzepaku ozimego, przypadające na ubiegłoroczną jesień, w większości regionów Polski przebiegały bez większych utrudnień. Miało to związek z warunkami pogodowymi, a zwłaszcza z panującymi temperaturami. Nie odnotowano wówczas anomalii, jakie występowały w poprzednich latach, kiedy jesienie były cieplejsze niż zazwyczaj. Za sprawą umiarkowanych temperatur poziom zagrożeń zarówno ze strony patogenów grzybowych, jak i szkodników był niewielki. W obydwu przypadkach skala problemu nasila się, gdy jesień jest długa i ciepła. Co prawda na przełomie sierpnia i września można było zaobserwować uszkodzenia spowodowane przez pchełkę rzepakową, natomiast później presja ze strony śmietki kapuścianej była niska, a mszyce niemal nie stanowiły zagrożenia. Jeżeli chodzi o objawy chorób, to właściwie nie były one widoczne na młodych roślinach.

Aspekt, który przyczynił się do mniejszego ryzyka porażenia chorobami grzybowymi i wystąpienia uszkodzeń powodowanych przez szkodniki, okazał się jednak niesprzyjający w kontekście zwalczania chwastów w rzepaku. Stosunkowo niewysokie temperatury sprawiły, że skuteczność zabiegów herbicydowych, zwłaszcza tych nalistnych, była niższa. Jak wynika z informacji od doradców terenowych, z tego powodu rolnicy aplikowali herbicydy kilkukrotnie, ponieważ przy jednorazowym zabiegu nie udawało się zwalczyć wszystkich chwastów. Trudność wynikała z ponownych wschodów chwastów płytko korzeniących się, a także z dużej presji chwastów jednoliściennych i samosiewów zbóż. W praktyce oznacza to, że wiosną prawdopodobnie będą potrzebne kolejne korekty, które o tej porze roku są niestety trudniejsze niż jesienią.

Jak rzepak przetrwał zimę dekady?

Zima 2025/26 przyniosła w całym kraju niespodziewaną, długotrwałą falę niskich temperatur, typowych jeszcze dwadzieścia lat temu, ale rzadziej występujących w minionej dekadzie. Ostatni raz, kiedy przez dłuższy okres panowały prawdziwie zimowe warunki, które doprowadziły do znacznych uszkodzeń upraw ozimych, przypadał na 2014 rok. Wtedy, mimo utrzymywania się ujemnych temperatur, nie było okrywy śnieżnej, która zabezpieczałaby rośliny przed wymarznięciem. Z podobnym zjawiskiem niestety mają do czynienia w tym roku rolnicy z zachodnich i południowo-zachodnich województw. Właśnie tam można spodziewać się wymarznięć i związanych z tym strat w obsadzie rzepaku, który jest bardziej wrażliwy na niskie temperatury od zbóż ozimych. Problem dotyczy zwłaszcza tych plantacji, na których jesienią wzrost roślin przebiegał intensywnie, natomiast zaniedbany został zabieg skracania, warunkujący prawidłowe przezimowanie.

Przyjmuje się, że przy braku okrywy śnieżnej dobrze zahartowany rzepak może wytrzymać temperaturę ok. -18 stopni C. Natomiast jeżeli okrywa ma minimum 10 centymetrów, to granica przesuwa się do ok. -23 stopni C – przypomina Michał Filipowski, Menedżer ds. upraw rolniczych w firmie INNVIGO.

Plantacje zlokalizowane w rejonie centralnej i wschodniej Polski były tej zimy w znacznie lepszej sytuacji, ponieważ na tamtych terenach okrywa śnieżna utrzymywała się w styczniu i lutym przez kilka tygodni. Zapewniło to rzepakom bezpieczne warunki nawet podczas siarczystych mrozów.

Po pierwsze: dokładna lustracja

Faktyczny stan rzepaku ozimego rolnicy ocenią dopiero podczas wczesnowiosennej lustracji. Kluczowe będzie określenie, czy dana plantacja rokuje pomyślnie i czy warto dalej inwestować w jej utrzymanie. To oczywiście trudna decyzja, ponieważ już jesienią plantatorzy ponieśli nakłady na zasiewy i ochronę. Z drugiej strony wybór upraw jarych do przesiania jest ograniczony, a ponadto trzeba pamiętać o konieczności zmianowania, żeby uniknąć powtarzalności monokultur na danym stanowisku.

Sprawdzonym sposobem, żeby ocenić potencjał rzepaku po zimie, jest ustalenie obsady żywych roślin na plantacji. W tym celu należy wyznaczyć fragment pola o powierzchni 1 metra kwadratowego, a następnie zweryfikować liczbę i kondycję okazów. Prawidłowa obsada, która zapewni opłacalność uprawy i zadowalające plonowanie, powinna wynosić ok. 30 roślin. Gdy jest ich poniżej 20, sytuacja staje się dyskusyjna. Dalsze utrzymywanie takiej plantacji jest uzasadnione tylko pod warunkiem, że pozostałe po zimie rzepaki nie zostały przemrożone i nie mają śladów uszkodzeń po jesiennym żerowaniu szkodników.

Decydującym czynnikiem, o którym należy pamiętać, jest kondycja korzenia rzepaku, a zwłaszcza stożka wzrostu. Jeżeli po wykopaniu roślin na przekroju widoczna jest biała, twarda tkanka korzeniowa, to takie egzemplarze są zdrowe i dobrze rokują na przyszłość. Gdy szyjka korzeniowa na przekroju ma brązowe przebarwienia, tkanka jest miękka i wypływa z niej ciecz, a skórka odrywa się, świadczy to o przemarznięciu. Natomiast zbrązowienie w górnej części stożka wzrostu, ale przy zachowaniu zdrowego środka tkanek, jest przesłanką, że rośliny są w stanie zregenerować się z pędów bocznych. Jednak na takiej plantacji można spodziewać się spadku plonowania o ok. 30%.

Przy okazji lustracji warto jak najwcześniej umieścić na polach żółte naczynia, żeby już od tego etapu regularnie monitorować naloty szkodników. To istotne, ponieważ sytuacja może zmieniać się bardzo dynamicznie, a insekty są w stanie wyrządzić duże szkody w bardzo krótkim czasie.

Zagrożenie chorobami powróci wiosną

Fakt, że jesienią presja chorób grzybowych nie była wysoka, nie oznacza, że także wiosną rzepak będzie bezpieczny. Problem polega na tym, że formy przetrwalnikowe patogenów i ich zarodniki są obecne w glebie. Gdy tylko wystąpią odpowiednie warunki temperaturowe, uaktywnią się one i dojdzie do porażenia roślin.

Wiosna to specyficzny czas. W zasadzie każda z chorób, która będzie występowała w późniejszych fazach wzrostu rzepaku, ma początek właśnie w okresie wznowienia wegetacji. Dotyczy to czerni krzyżowych, zgnilizny twardzikowej czy suchej zgnilizny, którą diagnozuje się podczas wczesnowiosennych lustracji – ostrzega ekspert z INNVIGO. – Także zgnilizna twardzikowa pojawia się wczesną wiosną, chociaż sklerocja będą widoczne dopiero w wysuszonych łodygach, czyli w lipcu. Dlatego trzeba zastosować z wyprzedzeniem odpowiednie środki, żeby jej zapobiegać.

Jeżeli chodzi o trudniejszą do rozpoznania werticiliozę, jej rozwój zaczyna się w okresie jesiennym, a następnie trwa wiosną. Typowe objawy, czyli charakterystyczne przebarwienia na połowie liścia, można zaobserwować w maju i czerwcu. Na plantacjach, gdzie werticilioza występowała w poprzednich latach, jej ponowne pojawienie się jest w zasadzie pewne. Należy zatem stosować odpowiednie zabiegi fungicydowe, które pozwolą ograniczyć ją znacznie wcześniej.

Do zwalczania chorób grzybowych w rzepaku stosuje się przede wszystkim preparaty zawierające triazole, np. Dafne 250 EC (difenokonazol), Bukat/Ambrossio 500 SC (tebukonazol), AsPik 250 EC (tebukonazol, protiokonazol), Kier 450 SC (azoksystrobina, difenokonazol, tebukonazol), Gavial 375 SC (azoksystrobina, protiokonazol). Należy pamiętać, że substancje aktywne z tej grupy chemicznej wymagają temperatur dobowych powyżej 10 stopni C, żeby mogły zadziałać w optymalny sposób i zapewnić wysoką skuteczność.

Nie zapomnij o regulacji

Proponowana przez INNVIGO technologia ochrony rzepaku obejmuje także preparaty do regulacji, wykazujące różną siłę działania – w zależności od potrzeb występujących na danym polu. Wiosenny zabieg regulacji pokroju roślin stał się już standardem w tej uprawie. W praktyce łączy się go z aplikacją fungicydów, przy czym niektóre z nich mają również właściwości regulujące. Takie działanie wykazuje np. metkonazol, różniący się od pozostałych triazoli mniejszym spektrum zwalczanych chorób grzybowych.

W przypadku plantacji, gdzie rośliny są osłabione po przymrozkach, intensywna regulacja nie jest wskazana, ważne jest natomiast wzmocnienie systemu korzeniowego. Rozwiązaniem, które dobrze sprawdzi się w takiej sytuacji, jest dodatek preparatu Mepik 300 SL (chlorek mepikwatu) do zabiegu fungicydowego.

Natomiast rzepaki, które przezimowały bez problemu i szybko wznawiają procesy wegetacyjne, potrzebują dużo silniejszej regulacji. Mepik 300 SL (chlorek mepikwatu) w połączeniu ze środkiem X-Met 100 SL (metkonazol) pozwala zahamować wzrost pędu głównego i przekierować energię na wzmocnienie systemu korzeniowego, tak aby zapewnił on roślinom optymalne pobieranie substancji odżywczych. Bardzo istotną korzyścią jest rozwój rozgałęzień bocznych, które odpowiadają za budowanie plonu. Zabieg wpływa również na pogrubienie łodygi, co przyczynia się do ograniczenia wylegania i zapewnia stabilność łanu do czasu żniw.

Ochrona rzepaku to strategiczna inwestycja

Cała wiosenna ochrona powinna być bardzo skrzętnie wykonana na każdym z etapów, bo pominięcie któregoś z nich skutkuje tym, że stracimy część plonu – radzi Michał Filipowski. – Rzepak jest taką rośliną, że jeżeli w nią inwestujemy, to ona odpłaca się wysokim plonowaniem.

Potwierdzają to również obserwacje z gospodarstw klientów, którzy stosują technologię ochrony rzepaku ozimego od INNVIGO. Praktyczne porównanie efektów różnych strategii dowodzi, że ważny jest nie tylko sam fakt wykonywania zabiegów insektycydowych, skracających i fungicydowych, ale również ich odpowiednia liczba. Jeden z rolników zdecydował się na 4 zabiegi jesienne i 4 wiosenne, a plon, jaki uzyskał, to 3,5 t/ha. W drugim przypadku plantator wykonał po 7 zabiegów jesienią i wiosną, a wielkość plonu rzepaku kształtowała się u niego na poziomie 4,5 t/ha. Oczywiście wiązało się to z wyższymi nakładami na środki ochrony roślin i wykonanie prac polowych, jednak plonowanie większe o 1 t/ha zrekompensowało te koszty oraz zapewniło gospodarstwu dodatkowy zysk.

Źródło: Innvigo

X