AktualnościOchronaPolecaneWyróżnione

Herbicydy na start. Która technologia sprawdzi się w rzepaku?

 Zbliżają się siewy rzepaku ozimego, a wraz z nimi, jak co roku, powraca dylemat: jaki system odchwaszczania zastosować, żeby osiągnąć wysoką skuteczność? Rolnicy przyzwyczaili się, że mają do wyboru zabieg przedwschodowy lub powschodowy, czyli nalistny – ale czy to jedyne możliwości? W ostatnich sezonach plantatorzy rzepaku przekonywali się, że każdy z tych systemów ma pewne ograniczenia, które trzeba uwzględnić. Z praktyki wynika, że najlepsze efekty daje technologia sekwencyjna. Łączy ona zalety obydwu systemów i daje czas, żeby zareagować na ewentualne problemy z zachwaszczeniem uporczywym czy wtórnym.

Tegoroczna wiosna przyniosła rolnikom wiele problemów. Utrzymująca się w marcu i kwietniu susza miała negatywny wpływ na procesy wegetacyjne upraw, również ozimych. W przypadku rzepaku kolejnym utrudnieniem były przymrozki na początku okresu kwitnienia. W następnych tygodniach zapanowały wysokie temperatury, które nasilały panujące zjawisko suszy. Z tego powodu na wielu plantacjach obserwowane było usychanie roślin oraz wstrzymanie ich wzrostu i karłowacenie. Takie rzepaki w dalszym okresie wegetacji nie osiągnęły już typowej, docelowej wysokości ani nie wykształciły odpowiedniej ilości łóz. Było to szczególnie widoczne w centralnych i zachodnich rejonach Polski. Jak wynika z relacji doradców terenowych z województwa łódzkiego, w skrajnych przypadkach dochodziło nawet do nietypowych sytuacji, że plantatorzy decydowali się na podlewanie rzepaku. Oczywiście nie było to powszechne zjawisko – realnie działo się tak przy okazji nawadniania innych upraw, gdy dane gospodarstwo dysponowało własną deszczownią.

Chociaż areał zlikwidowanych po zimie plantacji rzepaku był niższy, niż wynikało z wcześniejszych obaw plantatorów (wg danych GUS ok. 9,1 tys. ha), to później dochodziło do tego nawet w kwietniu i maju – na skutek pogarszającej się kondycji roślin i ich stopniowego obumierania. Jednym z powodów były duże straty spowodowane przez szkodniki żerujące jesienią i wiosną. Niekiedy bezzasadne było przesiewanie takich pól nawet późnymi odmianami kukurydzy, co dla plantatorów w perspektywie całego sezonu wiązało się z poniesieniem dużych strat.

Czy rolnicy będą rezygnować z rzepaku?

Wystąpienie tylu niesprzyjających czynników spowodowało, że zarówno sami plantatorzy rzepaku, jak i specjaliści z branży rolnej spodziewali się w tym sezonie niższych plonów. Niekorzystne warunki pogodowe sprawiły, że nawet w gospodarstwach, które osiągały w poprzednich latach wysokie wyniki, czyli do 4-4,5 t/ha, oczekiwano znacznie gorszych rezultatów. Według opublikowanej 31 lipca prognozy GUS łączne zbiory rzepaku i rzepiku szacowane są na ok. 3,1 mln ton – to aż 14,4% mniej niż w poprzednim sezonie. Ma to również związek z faktem, że areał tych upraw wynosił w sezonie 2025/26 ok. 1,0 mln ha, czyli ok. 8,4% mniej niż w poprzednim roku.

Co prawda po tak niesprzyjającym sezonie niektórzy plantatorzy rozważają rezygnację z rzepaku ozimego, jednak w rzeczywistości trudno znaleźć sensowną alternatywę dla tej uprawy. – Po prostu nie ma w płodozmianie innej rośliny, która jest w stanie zastąpić rzepak. To nie tylko kwestia opłacalności produkcji, ale też przygotowania stanowiska pod rośliny następcze i wzbogacania gleby – zauważa Michał Filipowski, Menedżer ds. upraw rolniczych w INNVIGO. – W przypadku siania pszenicy po rzepaku można spodziewać się wysokich plonów – nawet dwa razy wyższych niż po buraku cukrowym czy kukurydzy, które wyciągają z gruntu składniki odżywcze i wodę. Dlatego nie spodziewamy się w przyszłym sezonie dużych spadków areału rzepaku w Polsce.

Lada dzień zaczną się siewy rzepaku

Zazwyczaj pierwszym regionem, w którym ruszają siewy rzepaku ozimego, jest Dolny Śląsk. W tym roku utrudnieniem jest niestety susza, więc plantatorzy mogą uzależniać wybór terminu od sytuacji hydrologicznej. Niestety z prognoz pogody nie wynika, żeby wkrótce miały wystąpić na tyle długotrwałe opady deszczu, żeby sytuacja ta uległa zmianie na lepsze. Jeżeli chodzi o inne regiony kraju, ze względu na ich specyfikę i lokalne warunki meteorologiczne rzepak jest przeważnie siany ok. tygodnia lub dwóch tygodni później.

Trzeba pamiętać, że przestrzeganie terminowego siewu jest kluczowe dla przyszłości tej uprawy ze względu na jej wymogi. Rzepak potrzebuje ok. 90 dni, aby osiągnąć fazę wegetacyjną, w której rośliny będą na tyle wyrośnięte i rozwinięte, aby mogły bezpiecznie przezimować. Rolnicy nie mogą zatem pozwolić sobie na większe opóźnienia, żeby nie ryzykować, że plantacja nie przetrwa zimy.

Dylematy herbicydowe w rzepaku

W praktyce oznacza to, że wraz z siewami dużymi krokami zbliża się również okres wykonywania pierwszych zabiegów herbicydowych. W rzepaku ozimym wybór technologii to strategiczna decyzja, a ostatnie lata zweryfikowały skuteczność dotychczas stosowanych rozwiązań. Dyskusje w środowisku rolniczym sprowadzały się zwykle do tego, który system jest lepszy – przedwschodowy czy powschodowy. Planując zwalczanie chwastów w rzepaku, należy wziąć pod uwagę nie tylko ten aspekt, ale również warunki pogodowe i obserwacje z danego pola z poprzednich sezonów.

Zabiegi doglebowe powinny być wykonane bardzo szybko, bo do 3 dni po siewie rzepaku. Warunkiem ich skuteczności jest odpowiednia zasobność gleby w wodę, żeby wschodzące chwasty były w stanie pobrać aplikowane substancje aktywne. W okresach suszowych takie rozwiązania będą działać w ograniczony sposób, co oznacza, że wzrasta ryzyko przepuszczania chwastów oraz ich wtórnych wschodów. Jednak nie tylko susza może obniżać efektywność tej technologii. Jeżeli zabieg zostanie wykonany w okresie ulewnych opadów deszczu, substancje aktywne mogą przemieścić się na zbyt dużą głębokość w glebie, a to grozi wywołaniem fitotoksyczności i okresowym wstrzymaniem wzrostu rośliny uprawnej.

Również nalistne odchwaszczanie rzepaku wiąże się z pewnym ryzykiem. W tej sytuacji wynika ono z wymogów termicznych herbicydów. Średnia dobowa temperatura powinna wynosić 10-12 stopni C, aby preparaty były skuteczne, a młode rzepaki nie zostały narażone na fitotoksyczność po zabiegu. Poprzednia jesień pokazała, że nawet w przypadku wcześnie sianego rzepaku już na przełomie lata i jesieni mogą zdarzyć się chłodniejsze dni, więc warunek dotyczący zapewnienia optymalnej temperatury nie zostaje spełniony.

Jeden i drugi typ zabiegu nie będzie wystarczająco skuteczny, jeżeli nie będzie miał optymalnych warunków – przestrzega ekspert z INNVIGO. – Rolnicy powinni pamiętać, że kiedy zabieg nalistny nie wyjdzie, to już nie ma innego sposobu, żeby równie skutecznie zwalczyć chwasty. Wiosną pogoda jest kapryśna, często trudno wjechać w pole, a w gospodarstwie jest wtedy dużo innych prac. Dlatego technologia sekwencyjna to najbardziej skuteczna metoda, która daje czas, żeby zareagować na ewentualne problemy z zachwaszczeniem wtórnym.

Wyeliminuj konkurencję chwastów na etapie wschodów

Przygotowując się do odchwaszczania doglebowego w technologii sekwencyjnej, trzeba uwzględnić właściwości poszczególnych substancji aktywnych. Prawidłowe dobranie komponentów do zabiegu pozwala na wczesne wyeliminowanie chwastów, żeby nie stanowiły konkurencji dla wschodzącego rzepaku. W rekomendowanym przez firmę INNVIGO systemie główne składniki mieszaniny do takiego zabiegu to herbicydy Mezzo 500 SC (metazachlor) oraz Boa Pro 480 EC (chlomazon).

Substancją, która wspomaga działanie tej kompozycji, jest napropamid, zawarty w produkcie Baristo 500 SC. Ten komponent spełnia bardzo istotne zadanie, ponieważ wypełnia luki w zakresie zwalczanych chwastów dwuliściennych, działając m.in. na fiołki polne i bodziszki. Ponadto substancja ta pozwala wstępnie ograniczyć chwasty jednoliścienne, dzięki czemu ich zwalczanie graminicydami na kolejnym etapie jest znacznie łatwiejsze. Atutem napropamidu jest też jego rola w walce z wyczyńcem. Co prawda problem z tym chwastem dotyczy głównie zbóż, ale odpowiednie ukierunkowanie zabiegu już na etapie uprawy poprzedzającej, jaką jest rzepak, zwiększa szansę na skuteczne wyeliminowanie go w kolejnym sezonie.

Proponowana przez INNVIGO kombinacja do zabiegu doglebowego, która jest naszym wyróżnikiem rynkowym, wykazuje wysoką skuteczność ze względu na właściwości fizykochemiczne. Metazachlor i chlomazon działają na różnych głębokościach profilu glebowego, natomiast napropamid pełni też rolę adiuwantu, czyli powstrzymuje przemieszczanie się tych substancji niżej, żeby nie miały kontaktu z kiełkującą rośliną uprawną. Dzięki temu zmniejszamy ryzyko powstania fitotoksyczności – wyjaśnia Michał Filipowski.

Kompleksowy zabieg nalistny

Jeżeli po zabiegu doglebowym wystąpi konieczność wykonania korekty nalistnej w fazie BBCH 10-14, polecanym rozwiązaniem przeznaczonym do tego celu jest zestaw Narrator Mezzo Pack. Zawiera on herbicydy Major 300 SL (chlopyralid), Zorro 300 SL (pikloram) i Mezzo 500 SC (metazachlor). Takie połączenie substancji aktywnych sprawdza się nawet na wymagających stanowiskach, zapewniając szerokie i długotrwałe działanie na chwasty dwuliścienne – również późno wschodzące. Zestaw herbicydowy Narrator Mezzo Pack jest dostępny w sprzedaży w dwóch wariantach, przeznaczonych do aplikacji na 4 ha oraz na 20 ha.

Aby wzmocnić działanie na problematyczne chwasty, m.in. na chabra bławatka, fiołka polnego czy mak polny, można dodatkowo zastosować preparat El Camino 30 SL (aminopyralid). Jest to selektywny herbicyd o działaniu układowym do szybkiego i długotrwałego ograniczania zachwaszczenia w rzepaku. Jego substancja aktywna hamuje działanie hormonów roślinnych odpowiedzialnych za wzrost i rozwój chwastów. Po zabiegu dochodzi do deformacji, chlorozy, nekrozy, a finalnie do ich zamierania.

Źródło: Innvigo

X